- miesiąc zleciał tak szybko, że nadal nie wierzę, że już jutro maj
- fartem zaliczone kolokwium na 96%
- drugie podejście do biegania
- do Świąt było bardzo systematycznie (codzienne zwiększanie dystansu i czasu biegania)
- od Świąt się urwało - najpierw bieganie co drugi dzień, później przerzucenie się na rower (muszę coś z tym zrobić)
- hiszpański: około 500 słówek - totalna tragedia, jak na moje możliwości (brak systematyczności i wszystko się sypie)
- angielski - zostawię to bez komentarza, gdyż aż żal patrzeć na to, co poczyniłem w tym zakresie
- zakup aparatu fotograficznego (tak więc o wyjeździe do M...m mogę sobie pomarzyć w najbliższych latach; nie to, że aparat był szczególnie drogi (359zł), ale ostatnio zamiast odkładać pieniądze ze stypendium na cokolwiek nadmiernie je wydaję)
- trzeba będzie kupić nowy zasilacz do netbooka, bo ten ma "jakiś problem" z łączeniem (taki przykład nieplanowanych wydatków)
- wysłałem zgłoszenie na praktyki wakacyjne, ale przez cały miesiąc nie dostałem nawet odpowiedzi, że się nie nadaję
- po dwóch tygodniach noszenia podarły mi się nowe spodnie (i tak tu coś kupić)
- 0 książek, a nawet 0 stron przeczytanych
- jakiś kryzys dopadł moją ukochaną drużynę
- praca magisterska
- ponownie zatwierdzony plan
- powstał zarys celu i hipotezy
- mam stertę książek z biblioteki (około 12), kilkadziesiąt pdfów z artykułami oraz wiele zagranicznych linków, ale ani słowo rozdziału nie powstało
- widmo sesji nadciąga....
- Maria i jej novio - mam ich dość (panoszą się jakby byli panami tego świata)
- zdecydowanie zbyt mało snu w ostatnich tygodniach
Ech, chyba wystarczy - tyle pamiętam.
W skrócie w dni robocze wyglądały mniej więcej tak:
W skrócie w dni robocze wyglądały mniej więcej tak:
biegi - tramwaj - studia - tramwaj - dom - hiszpański - notatki - spanie
(przy czym w tramwaju zwykle próbowałem czytać coś na zajęcia lub robić angielski)
(przy czym w tramwaju zwykle próbowałem czytać coś na zajęcia lub robić angielski)