Chile : Argentyna 0:0 (po karnych: 4:1)
Szkoda, że nie miałem okazji oglądać całego turnieju, jednak trzeba było zakończyć pozytywnie etap ze studiami.
To pierwszy finał Copa America jaki oglądałem w swoim życiu. Spotkanie przebiegało dość dynamiczne, z widocznie większym zaangażowaniem Chilijczyków (dodajmy gospodarzy tej imprezy). Natomiast Argentyńczycy wydawali się momentami jakby uśpieni i czekający na odpowiednią sytuację. Z karnych pamiętam tylko, że zawodnicy Chile byli bezbłędni, a z Argentyny do siatki trafił Messi.
Najtrudniejsze do ogarnięcia było kto gra dla którego kraju. Gdyby nie to, że przez większość turniejów międzynarodowych zawsze Argentyna należała do moich faworytów, przy większości nazwisk nie musiałem dość długo przetwarzać w głowie ich narodowości (:
Z ogólniej oprawy meczu pamiętam jeszcze, że stadion wydawał mi się bardzo "kwadratowy", dość niski oraz że przed meczem pokazując trybuny było widać w tle wysokie góry.
P.S. Nie wiem, czy to tak jest w Ameryce Łacińskiej, ale wygranie pucharu Chilijczycy świętowali trochę inaczej, niż to jest w Europie - najpierw odebrali medale, a potem usiedli do wspólnego zdjęcia pamiątkowego z rodzinami, głównie dziećmi (u nas mam wrażenie najważniejsza chwila to otrzymanie trofeum przez kapitana i deszcz confetti, a w Chile to jakoś nie było jakoś nadmiernie eksponowane, albo po prostu mi umknęło).