Disneyowska wersja Śpiącej królewny widziana od strony złej czarownicy.
Najdziwniejsze jest to, że właściwie trudno jest dobrze wskazać jej imię - przy premierze filmu pamiętam, że w gazetach ochrzcili ją Diaboliną, jednakże w wersji z napisami/lektorem stawała się Furiolą, ale żeby było śmieszniej, zgodnie z wersją oryginalną to Maleficent.
Ogólne wrażenie: film taki trochę "w zawieszeniu" - ni to dla dorosłych, ni to dla dzieci. Poza tym dość przewidywalny, ale raczej do obejrzenia. Strasznie denerwowały mnie te trzy wróżki opiekujące się małą Aurorą, ale jeszcze bardziej bezbarwny ten młody książę (tragedia po prostu).
Ocena: 2/5.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz