Nie, nie chodzi o mojego brata, a o Mosera z takiego jednego serialu o psie.
W zasadzie nie lubię seriali ze zwierzętami, lecz ten oglądałem. Dla Richarda, bo sympatyczny był.
I chociaż widziałem jego śmierć już ze trzy razy w życiu (w tym dwa razy w tym tygodniu), to nadal trudno mi się z tym pogodzić. Bo przecież jak można zabić głównego bohatera w środku sezonu, tak z zaskoczenia?
Chociaż, w sumie zaskoczenie nie powinno być tak duże, ze względu na to, że sam tytuł odcinka wskazywał na to, że Richard zginie. Tylko któż by w to uwierzył?
Jak oglądałem pierwszy raz kilka lat temu, to miałem wrażenie, że to jakiś żart. Jednak kolejny odcinek utwierdził mnie w przekonaniu, że to prawda. Szkoda, ale trzeba żyć dalej. To zawsze godzina więcej na inne sprawy niż na bezmyślne oglądanie telewizji (tak, jestem zły).
P.S. Zalecam czytanie imienia "Richard" tak po niemiecku (:
P.S.2. Przepraszam, że musieliście to czytać.
P.S.3. Kiedyś myślałem, że nikt Richarda nie zastąpi, ale teraz to już sam nie wiem. Ja po prostu nie przepadam za tym psem.