Znaleźli sobie świetną ofiarę. do wyżywania i do wszystkiego. A patrząc na realia, nic się nie da z tym zrobić. I tylko czują się jeszcze gorzej i całkowicie odechciewa mi się chodzić do szkoły... A jak powiem, że nie dam im odpisać zadania, to znowu będzie źle...
To, że jest się jedyną dziewczyną na 28 idiotów (przepraszam, ale inaczej ich nazwać nie mogę). I pomimo iż o tym doskonale wiedziałam, że tak będzie, to i tak poszłam do tej klasy (a przecież mogłabym się równie dobrze męczyć w liceum)...
"Tylko" dwa i pół roku.
Ja jako wyrażenie złości. Ale z tym "awesome" to też ciekawie.
Tutaj muszę się niestety zgodzić - nic zrobić się nie da, bo pasożyty nie śpią. Moja metoda - robić byle jak i źle (jak sobie przepisywałem notatki elektronicznie, to się wyrobić z wysyłaniem nie mogłem; jak stwierdziłem, że mi się nie chce i piszę od razu na czysto - nikt się nie odczytuje i jest w miarę spokój).
Idealnie opisałaś swoją sytuację (: Jednak w liceum, to nie to samo - jak bym miał wybierać teraz drugi raz, to bym poszedł do technikum i chociaż bym umiał coś więcej (mimo że to było najlepsze liceum w okolicy).
Ja też tylko 2,5, tzn. pół teraz i dwa na drugim stopniu.
Ja tam cały czas robię po swojemu i tak, żeby mnie odpowiadało. Ale dla pasożytów (jej, jakie to fajne określenie) ważne jest to, żeby cokolwiek mieć...
Jeśli by popatrzeć na to z tej strony, to może i lepiej, że jestem w technikum. Ale i tak wielka męczarnia.
Skończymy razem... ale fajnie : ) Tylko mnie czeka potem jeszcze x lat studiowania.
Wszędzie jest męczarnia, na studiach będzie Ci brakowało szkoły średniej.
Jak mnie coś po drodze nie trafi i tego nie rzucę, to bardzo prawdopodobne. (: X lat studiowania też przeleci - zwłaszcza jeśli będą to studia dzienne wieczorowe. (:
(: Czy takie 'bajeranckie' będą to nie wiem, bo ja się rozczarowałem - tych, których tam poznałem, mają mnie gdzieś (vice versa zresztą - skoro mnie nie zauważają, to nie mam co się starać). (:
Zapewne na gorszych niż moja obecna klasa. Marzyła mi się grafika komputerowa w Łodzi. Ale patrząc na realia to wyląduję na Politechnice w Gliwicach... ale pewnie na czymś związanym z informatyką.
Masz 50% szans, że będą gorsi. (: Grafika komputerowa w Łodzi - o, to podobnie jak mój "prawie sąsiad" w przyszłym roku (chociaż tylko po liceum). Dobre i Gliwice.
I tak się zastanawiam: co mnie zapchało na uniwersytet (teraz pewnie wybrałbym inaczej)? A, już wiem - nie wiedziałem, czego chcę. Dobrze, że chociaż Ty już mniej więcej wiesz.
Z racji tego, że to ja, to tak przynajmniej 60%. Ja się tego za bardzo boję. Taa, w Gliwicach będę miała wszystkich znajomych i chociaż tam nie powinnam być sama.
Ja nadal nie wiem czego chcę... Ale kiedyś mi się udbała grafika, to pewnie na niej zostanę. (Choć zajęcia z grafiki zaczynam w przyszłym roku, więc się jeszcze okaże, czy na pewno na nią pójdę).
Niech Ci będzie 60% - nie jestem fanem prawdopodobieństwa. Ile masz km do Łodzi (mniej więcej)? Jeśli to znajomi, których lubisz, to sama nie będziesz.
Tak, zajęcia pewnie przesądzą. (: Ale w sumie to grafika to raczej ciekawe zajęcie.
Ja nie miałam jeszcze takich rzeczy, ale znam swoje "szczęście" do pecha. Patrząc prosto to około 200 km, trasa, około 250... jakoś tak. Niektórych nawet bardzo lubię...
: ) Tak, albo się żyje za 500 zł na miesiąc, albo się dostaje 15 tysięcy ;p
Po prostu ktoś, kto dawał mi siłę, nadzieję powiedział, że... że już nie wierzy w to, że cokolwiek może nam się udać. I to zabolało. Bo z mojej winy przestał wierzyć... Ale już w porządku... Na szczęście. U mnie czasem jest bardzo dobrze... Na przykład kiedy wszyscy gramy w gry planszowe, albo karty. Ale czasem jest tak, że nie da się wytrzymać... ;/
Mam tak, że najpierw bardzo się boję. Potem przychodzi "moment krytyczny", którego nie pamiętam, a jak czytam i słyszę od innych co robiłam.To się okazuje że mówię wtedy rzeczy, które bardzo ranią bliskie mi osoby i próbuję zrobić sobie krzywdę. A ja nic z tego nie pamiętam, a potem mam ogromne wyrzuty sumienia i wydaje mi się, że nikt nie chce mnie znać. I ciężko to czasem wytłumaczyć potem wszystko... Tobie chyba jeszcze nie zrobiłam nic złego, prawda?
Nie wiem... Obracam się w kręgu ludzi, którzy mocno wierzą w Boga. I może to banalnie zabrzmi... ale mówią, że wierzą, że On mi pomoże. I... I ja też w to wierzę, bo wszystko inne już zawiodło. Uff... Chociaż Tobie jednemu.
Są jakieś... 3 osoby na świecie, którym jestem w stanie bez zastanowienia (czy warto) powiedzieć co się dzieje. I jedna z tych osób "trochę" mnie olała. Ale już w porządku... W miarę.
Mam nadzieję, że w końcu znajdzie dla mnie chwilę. Jest mi... Potrzebny. Czasem sobie myślę, że jestem szczęściarą mając przyjaciół starszych od siebie... i sporym bagażem doświadczeń.
Salmonella. Z sercem wszystko jest w porządku, co mnie się nie bardzo podoba, bo czuję, że coś z nim nie tak, ale badania nic nie wykazały. Do jutra siedzę w domu... Choć nie czuję się najlepiej. I, jeju, jak ja bardzo nie chcę wracać do szkoły!
Jeśli chodzi o mój kontakt z innymi ludźmi to... Jedynymi osobami jakie widziałam w tym tygodniu więcej niż raz są moi rodzice, siostra, chłopak i jego brat.
Na razie nie jest tak źle, bo nadal mnie olewają. Jednak zauważyłem, że w grupie osób ze studiów, z którą często współpracuję na zadaniach zespołowych zaczyna robić się pewien podział i ciekawie się to obserwuje.
Mówiłem, że będzie dobrze (może salmonella to za dobrze nie jest, ale przynajmniej serce całe).
Rodziny do kontaktu z ludźmi nie wliczałem... gdyż ich unikać się nie da (:
"Pokłóciłam" się z najważniejszą osobą w moim życiu. Ogólnie z P (pozwól, że tak go będę nazywać) jest "ciężko" od dłuższego czasu... właściwie to z jego samooceną. Próbuję mu wytłumaczyć, że jest ważny, że mnie obchodzi, bo go kocham. I wczoraj... heh... Stwierdził, że jest nikim, że mu się nic nie należy itp. To trochę rani... Nasz znajomy (któremu ja ufam, a P nie, ale o tym później) powiedział, że jak przeczytał ten fragment rozmowy, który mu wysłałam to był w szoku. Wcale się nie dziwię... Ale wracając do P... Stwierdził, że miedzy nami jest ciężko, że jest źle, że on mnie tylko rani (co prawdą nie jest)... Było mi smutno i przykro. I... I po prostu nie dało się przegadać mu prawdy. Więc zadzwoniłam do znajomego, tak, tego, któremu ja ufam... W sumie jest jedną z 3 osób na świecie, którym ufam, ale mniejsza o to. Zadzwoniłam, powiedziałam, że sobie nie radzę, że wszystko jest źle, że to przeze mnie, że tylko ja powoduję zło, że pewnie to wszystko mi się należy. Bo tak się czułam (trochę mi już przeszło). No i P zrobił mi kilka wyrzutów na temat tego, że znowu mówię temu znajomemu o nas, że on będzie miał piekło przez to, bo nie znosi jak mu się ktoś wtrąca do prywatnego życia, a ostatnio ten znajomy nie dał mu żyć, prawie. Więc miałam (mam) kolejny powód do obwiniania się. Bo obiecałam sobie, że nie będę robiła czegoś wbrew woli P... nie wyszło. Jest mi przykro, żal, smutno i czuję się winna. Dobrze, że już płakanie mi przeszło.
Między mną a P już wszystko w porządku, uzgodniliśmy, że nie będziemy do tego wracać. Wszystko jest okay, tylko ja... no... Ledwo się w sobie umiem pozbierać... ciężko mi...
Moja "najlepsza przyjaciółka" mnie olała, jak najbardziej jej potrzebowałam. Kolejne dwie kłótnie z P. To nigdy nie jest nic dobrego... (ale już w porządku). W szkole jest sporo krzyku, a ja mam napady lękowe i to nie jest dobra rzecz. Nagle do mnie dotarło, że jak się "pokłócę" z P i mam ochotę umrzeć, albo nawet jak zrobię coś innego złego, to nie mam gdzie wołać o pomoc. Mam bardzo... specyficznych przyjaciół, jak widzę. Ciebie, P i człowieka, z którym ciężko jest się skontaktować. Przytłacza mnie ten mój cały świat...
Powinnaś z nią o tym porozmawiać. Tylko na spokojnie. Ach, te Twoje kłótnie - coś często się zdarzają. Dobrze chociaż, że już w porządku. Życie już takie jest - przytłacza i ciężko się od tego uwolnić.
Na razie nie mam siły ani ochoty. Wiem... Obawiam się, że szykuje się następna... Choć często jest... jest tak dobrze.... Te skrajności są bardzo trudne. Ja ledwo daję radę żyć czasem.
Nic na siłę - nie masz ochoty, to nie rozmawiaj. Oj, niedobrze, że się szykuje następna. Trzymaj się tego dobrego jak najdłużej. Co do czasu,to też mam z nim problem - ostatnio za bardzo przyspieszył i nie wiem za co się brać w pierwszej kolejności.
Panicznie boję się ludzi. Dłuższe przebywanie z więcej niż 3 osobami w pomieszczeniu to dla mnie męczarnia. Nie jestem się w stanie zmusić do pójścia tam, gdzie są ludzie...
Właściwie nic się nie stało. Po prostu dotarło do mnie, że znowu jestem sama. No dobrze, mam P, ale on nie zawsze potrafi pomóc. A poza tym, jak między nami nie jest najlepiej, to... to wtedy nie ma nikogo.
Mam ogromnego doła. I czasem stany lękowe. Zło mnie męczy tak, że nie pamiętam co robiłam przez dłuższy czas. I nie mam siły na nic. Ciągle słyszę, że nic nie robię, że jeszcze to i to i tamto... I oczywiście, że się nie uczę... No, może to akurat prawda, ale nie mam już siły.
Dlatego właśnie unikam ludzi. Ich wredoność jest nieopisywalna. Niech sami znikają, jak im się coś nie podoba. Zresztą, już niedługo wakacje, to sobie od nich odpoczniesz.
Im chodzi tylko o to, żeby zrobić odwrotnie do wszystkiego. Nie pasuje im jakiekolwiek przyznanie komuś racji, pochylenie głowy, czy okazanie szacunku... albo choć odrobiny kultury. No cóż, znowu źle wybrałam szkołę i znowu się tylko męczę... Trudno, jeszcze mi dwa lata zostały.
Problem jest tylko taki, że P. się to wszystko coraz bardziej nie podoba... i bardzo się martwi...
Jestem wolna od Zła! Uwolnili mnie od strachu! To niesamowite!! Jest o tak wiele lżej... : ) Jednak pojechać na Decydujący Moment, to była dobra decyzja.
Jak najmniej zła i nieodpowiednich ludzi, za to sporo uśmiechu, dobrych chwil i wiernych przyjaciół (dużo lepszych niż większość moich, byłych). I żeby ten rok Twojego życia był dużo lepszy niż poprzedni. Wszystkiego co najlepsze, z okazji urodzin : )
Zbyt wiele rzeczy wyolbrzymiam. Zbyt wiele pamiętam z ubiegłego roku. Zbyt wiele zła mi wyrządzili. Nie chcę tam chodzić... Codziennie chce mi się płakać na myśl, że muszę tam wrócić. To boli.
Jakoś będzie. Łatwo nie będzie, ale dasz rade. Poradziłaś sobie poprzednio, to i teraz się uda. A przynajmniej powinno się udać. I nie masz co się przejmować niepotrzebnie innymi.
Poza tym, że nie miałem Internetu przez ponad tydzień (dłuuugie oczekiwanie na ekipę naprawdczą oraz sąsiad "nie wiedział", że wykopując ogrodzenie przeciął kabel telefoniczny) to raczej w porządku.
Dlaczego nie lubisz? (: Ja tam mam obojętne podejście, gdyż u mnie w rodzinie od dawna urodziny jakoś nie są specjalnie zauważane. A 99% znajomych to mało interesuje.
Bo trzeba udawać, że wszystko jest w porządku, a nie jest. A u mnie się je zauważa. Wymaga się uśmiechu i zadowolenia. Cóż.. znajomi to inna sprawa (bo ci, z którymi utrzymuję kontakt w 90% nie wiedzą, że mam urodziny - ma szczęście). A poza tym muszę zapraszać ciocie, wujków, kuzynostwo i innych ludzi, których nie lubię. Źle się czuję w ich towarzystwie... I oczywiście nie lubię prezentów i nieszczerych życzeń.
Rozumiem. Też uważam, że takie spraszanie rodziny, bo wypada, jest bez sensu. Prezentów w sumie też nie lubię, gdyż zazwyczaj kiedy je już otrzymuję (rzadka sprawa w moim przypadku) mam wrażenie, że to wszystko jest kupowane nie z myślą o mnie, tylko dlatego, bo tak trzeba.
Może i nie jest to odpowiednie miejsce i czas, ale życzę Ci pokonania wszelkich problemów i jak najmniej zła w życiu.
Podobno w przyszłym roku mogę zrobić sama jak chcę i po swojemu... Ale zobaczymy, bo to jest wersja na 7 października 2013, a jaka będzie w przyszłym roku to nie wiadomo. Z prezentów to najbardziej ucieszyła mnie obiecana mi biblia, wycieczka do Pekinu i mój smoczek z dzieciństwa (który przechowywała moja babcia gdzieś w szafie i znaleźli go kiedy robili tam porządki po jej śmierci).
Dziękuję : ) Jedne z niewielu szczerych życzeń. Dziękuję.
Szybko zleci, zobaczysz. Zaraz listopad, jeden długi weekend, drugi długi weekend, potem byle do grudnia, standardowe odliczanie dni do Świąt (takie już raczej symboliczne, ale zawsze), następnie polecą dni do Sylwestra i już mamy styczeń. (:
Dziękuję : )
OdpowiedzUsuńNo hay de que.
UsuńNie cierpię mojej klasy! Nienawidzę... Jak głupia musiałam być idąc na informatykę?! Awww...
OdpowiedzUsuńWitam w klubie, albo i nie, bo ja prawie nikogo nie lubię (słowo klucz "prawie")
UsuńA co w tej informatyce jest nie do przejścia, że uważasz, że jesteś głupia, skoro nie jesteś?
Już niedużo Ci zostało.
Nie wiem, jak odczytywać "awww"m bo ja raczej pozytywnie je odbieram (jako skrótowiec 'awesome')
Znaleźli sobie świetną ofiarę. do wyżywania i do wszystkiego. A patrząc na realia, nic się nie da z tym zrobić. I tylko czują się jeszcze gorzej i całkowicie odechciewa mi się chodzić do szkoły... A jak powiem, że nie dam im odpisać zadania, to znowu będzie źle...
UsuńTo, że jest się jedyną dziewczyną na 28 idiotów (przepraszam, ale inaczej ich nazwać nie mogę). I pomimo iż o tym doskonale wiedziałam, że tak będzie, to i tak poszłam do tej klasy (a przecież mogłabym się równie dobrze męczyć w liceum)...
"Tylko" dwa i pół roku.
Ja jako wyrażenie złości.
Ale z tym "awesome" to też ciekawie.
Tutaj muszę się niestety zgodzić - nic zrobić się nie da, bo pasożyty nie śpią. Moja metoda - robić byle jak i źle (jak sobie przepisywałem notatki elektronicznie, to się wyrobić z wysyłaniem nie mogłem; jak stwierdziłem, że mi się nie chce i piszę od razu na czysto - nikt się nie odczytuje i jest w miarę spokój).
UsuńIdealnie opisałaś swoją sytuację (: Jednak w liceum, to nie to samo - jak bym miał wybierać teraz drugi raz, to bym poszedł do technikum i chociaż bym umiał coś więcej (mimo że to było najlepsze liceum w okolicy).
Ja też tylko 2,5, tzn. pół teraz i dwa na drugim stopniu.
Aaa... (:
Ja tam cały czas robię po swojemu i tak, żeby mnie odpowiadało. Ale dla pasożytów (jej, jakie to fajne określenie) ważne jest to, żeby cokolwiek mieć...
UsuńJeśli by popatrzeć na to z tej strony, to może i lepiej, że jestem w technikum. Ale i tak wielka męczarnia.
Skończymy razem... ale fajnie : )
Tylko mnie czeka potem jeszcze x lat studiowania.
: )
I tu leży problem - żeby cokolwiek mieć.
UsuńWszędzie jest męczarnia, na studiach będzie Ci brakowało szkoły średniej.
Jak mnie coś po drodze nie trafi i tego nie rzucę, to bardzo prawdopodobne. (:
X lat studiowania też przeleci - zwłaszcza jeśli będą to studia dzienne wieczorowe. (:
(:
No trudno...
UsuńZapewne.
: )
Zobaczymy, czy dalej będą takie "bajeranckie" studia. Pożyjemy zobaczymy...
: )
...
UsuńWierz mi, ja bym chętnie wrócił.
(:
Czy takie 'bajeranckie' będą to nie wiem, bo ja się rozczarowałem - tych, których tam poznałem, mają mnie gdzieś (vice versa zresztą - skoro mnie nie zauważają, to nie mam co się starać).
(:
Wierzę.
UsuńNa pewno nie będą. Znając moje szczęście do utrudniania sobie życia, to będzie jeszcze gorzej niż mam teraz...
(:
UsuńZależy, na jakich ludzi trafisz. A już wiesz, gdzie chcesz iść?
: )
UsuńZapewne na gorszych niż moja obecna klasa.
Marzyła mi się grafika komputerowa w Łodzi. Ale patrząc na realia to wyląduję na Politechnice w Gliwicach... ale pewnie na czymś związanym z informatyką.
Masz 50% szans, że będą gorsi.
Usuń(: Grafika komputerowa w Łodzi - o, to podobnie jak mój "prawie sąsiad" w przyszłym roku (chociaż tylko po liceum). Dobre i Gliwice.
I tak się zastanawiam: co mnie zapchało na uniwersytet (teraz pewnie wybrałbym inaczej)? A, już wiem - nie wiedziałem, czego chcę. Dobrze, że chociaż Ty już mniej więcej wiesz.
Z racji tego, że to ja, to tak przynajmniej 60%.
UsuńJa się tego za bardzo boję. Taa, w Gliwicach będę miała wszystkich znajomych i chociaż tam nie powinnam być sama.
Ja nadal nie wiem czego chcę... Ale kiedyś mi się udbała grafika, to pewnie na niej zostanę. (Choć zajęcia z grafiki zaczynam w przyszłym roku, więc się jeszcze okaże, czy na pewno na nią pójdę).
Niech Ci będzie 60% - nie jestem fanem prawdopodobieństwa.
UsuńIle masz km do Łodzi (mniej więcej)?
Jeśli to znajomi, których lubisz, to sama nie będziesz.
Tak, zajęcia pewnie przesądzą. (: Ale w sumie to grafika to raczej ciekawe zajęcie.
Ja nie miałam jeszcze takich rzeczy, ale znam swoje "szczęście" do pecha.
OdpowiedzUsuńPatrząc prosto to około 200 km, trasa, około 250... jakoś tak.
Niektórych nawet bardzo lubię...
: )
Tak, albo się żyje za 500 zł na miesiąc, albo się dostaje 15 tysięcy ;p
(: Niby miałem, ale nie umiem.
Usuń200 (250) - to ja mam 10 razy mniej.
To dobrze - ja trafiłem na tych, których nie lubię (więc muszę ich tolerować).
(:
Czyli ciekawie...
: )
UsuńGliwice mam bliżej... A nawet pewnie mieszkanie się jakieś znajdzie.
Ojoj...
No, niby tak.
(:
UsuńPrzeniosłam się na blogspota. Wygląda przynajmniej w miarę normalnie a do tego da się dodawać posty : )
OdpowiedzUsuńelena-olivia.blogspot.com
(:
UsuńPrzeraża mnie to, ile może się wydarzyć w ciągu jednej nocy...
OdpowiedzUsuńMoże, może, niestety...
UsuńTym bardziej jeśli płacze się przez jej większość...
UsuńDlaczego płakać?
UsuńSchrzaniłam coś, co było dla mnie najpiękniejsze... A poza tym, w domu nie mam najlepiej.
UsuńTo dawaj, co poszło nie tak.
UsuńW domu zwykle nie jest najlepiej, więc rozumiem.
Już wszystko wróciło do normy.
UsuńPo prostu ktoś, kto dawał mi siłę, nadzieję powiedział, że... że już nie wierzy w to, że cokolwiek może nam się udać. I to zabolało. Bo z mojej winy przestał wierzyć... Ale już w porządku... Na szczęście.
U mnie czasem jest bardzo dobrze... Na przykład kiedy wszyscy gramy w gry planszowe, albo karty. Ale czasem jest tak, że nie da się wytrzymać... ;/
To dobrze, że się wyjaśniło w dobrą stronę.
UsuńCzasem musi być źle, żeby móc cieszyć się, gdy jest dobrze.
No.
UsuńMhm. : )
(:
UsuńZło.
OdpowiedzUsuńZło do sześcianu...
Usuńah, żeby tylko...
UsuńZło nieobliczalne...
UsuńJuż bardziej.
UsuńA tyle krzywdy jest przez to... tyle krzywdy... : (
Cóż się stało? (konkretnie proszę, jeśli się da)
UsuńMam tak, że najpierw bardzo się boję. Potem przychodzi "moment krytyczny", którego nie pamiętam, a jak czytam i słyszę od innych co robiłam.To się okazuje że mówię wtedy rzeczy, które bardzo ranią bliskie mi osoby i próbuję zrobić sobie krzywdę. A ja nic z tego nie pamiętam, a potem mam ogromne wyrzuty sumienia i wydaje mi się, że nikt nie chce mnie znać.
UsuńI ciężko to czasem wytłumaczyć potem wszystko...
Tobie chyba jeszcze nie zrobiłam nic złego, prawda?
Rzeczywiście, dziwne to. Nie wiem nawet, czy da się coś na to poradzić.
UsuńMnie na pewno nic nie zrobiłaś.
Nie wiem... Obracam się w kręgu ludzi, którzy mocno wierzą w Boga. I może to banalnie zabrzmi... ale mówią, że wierzą, że On mi pomoże. I... I ja też w to wierzę, bo wszystko inne już zawiodło.
UsuńUff... Chociaż Tobie jednemu.
Warto spróbować wszystkiego.
UsuńMhm. ": )"
Usuń"(:"
UsuńDziękuję za to, że jesteś.
Usuń(:
Usuń: )
UsuńU mnie NN
OdpowiedzUsuń"Miło" być niechcianym i olewanym. "niesamowicie" "miło"...
OdpowiedzUsuńCóż się stało.
Usuń???
UsuńSą jakieś... 3 osoby na świecie, którym jestem w stanie bez zastanowienia (czy warto) powiedzieć co się dzieje. I jedna z tych osób "trochę" mnie olała. Ale już w porządku... W miarę.
UsuńW jaki sposób "trochę"?
UsuńNie dawała znaków życia przez jakiś tydzień... W czasie, kiedy była mi... no cóż, potrzebna.
UsuńMoże miała ku temu powód? Chociaż nie mnie oceniać.
UsuńMyślę, że ten człowiek był po prostu bardzo zapracowany... Co nie byłoby żadną nowością.
UsuńNo ale na początku trochę zabolało...
Pewnie tak.
UsuńMam nadzieję, że w końcu znajdzie dla mnie chwilę. Jest mi... Potrzebny.
UsuńCzasem sobie myślę, że jestem szczęściarą mając przyjaciół starszych od siebie... i sporym bagażem doświadczeń.
Mam nadzieję, że znajdzie. Będzie dobrze.
UsuńCzęsto mi to ostatnio mówisz...
UsuńMam ostatnio przypływ radości, więc z niego korzystam.
UsuńJej... Niesamowite : )
UsuńNiech trwa jak najdłużej.
Dopóki nie będę narażony na nadmierne kontakty z innymi ludźmi, to będzie dobrze.
UsuńJak tam sprawa ze szpitalem?
Ojej...
UsuńSalmonella. Z sercem wszystko jest w porządku, co mnie się nie bardzo podoba, bo czuję, że coś z nim nie tak, ale badania nic nie wykazały.
Do jutra siedzę w domu... Choć nie czuję się najlepiej. I, jeju, jak ja bardzo nie chcę wracać do szkoły!
Jeśli chodzi o mój kontakt z innymi ludźmi to... Jedynymi osobami jakie widziałam w tym tygodniu więcej niż raz są moi rodzice, siostra, chłopak i jego brat.
Na razie nie jest tak źle, bo nadal mnie olewają. Jednak zauważyłem, że w grupie osób ze studiów, z którą często współpracuję na zadaniach zespołowych zaczyna robić się pewien podział i ciekawie się to obserwuje.
UsuńMówiłem, że będzie dobrze (może salmonella to za dobrze nie jest, ale przynajmniej serce całe).
Rodziny do kontaktu z ludźmi nie wliczałem... gdyż ich unikać się nie da (:
Heh. Zapewne.
UsuńTak, tak. Żeby jeszcze psychicznie wszystko było dobrze (a nie jest ani trochę)...
Mnie łatwiej było wymienić tych, których widuję (bo w tym tygodniu było to na prawdę mało osób).
Psychicznie to nigdy nie jest dobrze - trzeba nauczyć się z tym żyć.
UsuńLepiej mało niż tysiące idiotów, których się nie lubi.
Ciężko z tym żyć.
UsuńRozumiem. Mnie to czeka od jutra...
Niestety...
UsuńJakoś będzie.
": )"
UsuńI jest... koszmar.
Do piątku wytrwasz. Ja też muszę.
UsuńWierzę, że będzie dobrze.
UsuńJak przetrwam jutro, to jakoś będzie.
UsuńJa najpierw muszę dzisiaj...
Usuń:' (
OdpowiedzUsuńCóż tam wczoraj przyniosło?
Usuń"Pokłóciłam" się z najważniejszą osobą w moim życiu. Ogólnie z P (pozwól, że tak go będę nazywać) jest "ciężko" od dłuższego czasu... właściwie to z jego samooceną. Próbuję mu wytłumaczyć, że jest ważny, że mnie obchodzi, bo go kocham. I wczoraj... heh... Stwierdził, że jest nikim, że mu się nic nie należy itp. To trochę rani... Nasz znajomy (któremu ja ufam, a P nie, ale o tym później) powiedział, że jak przeczytał ten fragment rozmowy, który mu wysłałam to był w szoku. Wcale się nie dziwię... Ale wracając do P... Stwierdził, że miedzy nami jest ciężko, że jest źle, że on mnie tylko rani (co prawdą nie jest)... Było mi smutno i przykro. I... I po prostu nie dało się przegadać mu prawdy.
UsuńWięc zadzwoniłam do znajomego, tak, tego, któremu ja ufam... W sumie jest jedną z 3 osób na świecie, którym ufam, ale mniejsza o to. Zadzwoniłam, powiedziałam, że sobie nie radzę, że wszystko jest źle, że to przeze mnie, że tylko ja powoduję zło, że pewnie to wszystko mi się należy. Bo tak się czułam (trochę mi już przeszło). No i P zrobił mi kilka wyrzutów na temat tego, że znowu mówię temu znajomemu o nas, że on będzie miał piekło przez to, bo nie znosi jak mu się ktoś wtrąca do prywatnego życia, a ostatnio ten znajomy nie dał mu żyć, prawie. Więc miałam (mam) kolejny powód do obwiniania się. Bo obiecałam sobie, że nie będę robiła czegoś wbrew woli P... nie wyszło.
Jest mi przykro, żal, smutno i czuję się winna. Dobrze, że już płakanie mi przeszło.
Między mną a P już wszystko w porządku, uzgodniliśmy, że nie będziemy do tego wracać. Wszystko jest okay, tylko ja... no... Ledwo się w sobie umiem pozbierać... ciężko mi...
Skomplikowane.
UsuńW sumie ja także nie byłbym zadowolony, jakby mi się ktoś wtrącał do życia.
Poradzisz sobie... Może łatwo nie będzie, ale musisz wierzyć, że się uda.
U mnie to całkiem częste zjawisko, więc no...
Usuń": )" Dziękuję.
Może się uda.
(:
UsuńProszę.
": )"
UsuńBardzo ciężki tydzień, mam nadzieję, że u Ciebie jest lepiej...
U mnie od jutra takowy zaczyna - aż nie mam ochoty o tym myśleć.
Usuńbu. :' (
OdpowiedzUsuńCóż przyniósł ten tydzień, jeśli można wiedzieć?
UsuńMoja "najlepsza przyjaciółka" mnie olała, jak najbardziej jej potrzebowałam.
UsuńKolejne dwie kłótnie z P. To nigdy nie jest nic dobrego... (ale już w porządku).
W szkole jest sporo krzyku, a ja mam napady lękowe i to nie jest dobra rzecz.
Nagle do mnie dotarło, że jak się "pokłócę" z P i mam ochotę umrzeć, albo nawet jak zrobię coś innego złego, to nie mam gdzie wołać o pomoc. Mam bardzo... specyficznych przyjaciół, jak widzę. Ciebie, P i człowieka, z którym ciężko jest się skontaktować.
Przytłacza mnie ten mój cały świat...
Powinnaś z nią o tym porozmawiać. Tylko na spokojnie.
UsuńAch, te Twoje kłótnie - coś często się zdarzają. Dobrze chociaż, że już w porządku.
Życie już takie jest - przytłacza i ciężko się od tego uwolnić.
Na razie nie mam siły ani ochoty.
UsuńWiem... Obawiam się, że szykuje się następna... Choć często jest... jest tak dobrze.... Te skrajności są bardzo trudne.
Ja ledwo daję radę żyć czasem.
Nic na siłę - nie masz ochoty, to nie rozmawiaj.
UsuńOj, niedobrze, że się szykuje następna. Trzymaj się tego dobrego jak najdłużej.
Co do czasu,to też mam z nim problem - ostatnio za bardzo przyspieszył i nie wiem za co się brać w pierwszej kolejności.
": )"
UsuńJest dobrze.
Okropieństwo, ten czas...
(:
UsuńMógłby się zatrzymać chociaż na chwilę, ale nie chce...
mhm.
UsuńBu. Kolejny problem...
Jaki?
UsuńBoję sie ludzi...
UsuńMogę Ci powiedzieć, że nie jesteś z tym sama.
UsuńPanicznie boję się ludzi. Dłuższe przebywanie z więcej niż 3 osobami w pomieszczeniu to dla mnie męczarnia. Nie jestem się w stanie zmusić do pójścia tam, gdzie są ludzie...
Usuńał.
ludzie to zło...
UsuńNo... poniekąd.
UsuńAle nie wszyscy.
Wszyscy nie, ale zdecydowana większość tak.
UsuńMhm...
Usuń(:
UsuńZostań moim przyjacielem... Proszę...
OdpowiedzUsuńOstatnio uświadomiłam sobie, jak bardzo sama jestem...
:' (
Ja tam się do przyjaźnienia nie nadaję.
OdpowiedzUsuńA cóż się stało?
To chociaż po prostu bądź...
UsuńWłaściwie nic się nie stało. Po prostu dotarło do mnie, że znowu jestem sama. No dobrze, mam P, ale on nie zawsze potrafi pomóc. A poza tym, jak między nami nie jest najlepiej, to... to wtedy nie ma nikogo.
Na razie jestem.
UsuńWłaściwie nic czy nic?
Dziękuję.
UsuńNie wiem co się ze mną dzieje. Coś złego, bardzo złego, ale nie wiem co.
Proszę.
UsuńPrzetrwasz.
": )"
UsuńNie wiem...
(:
UsuńNie musisz wiedzieć, przetrwasz i tyle.
Ty to powiedziałeś, nie ja. A poza tym... jaka będzie za to cena...
UsuńWyjaśnij mi tę sytuację.
UsuńMam ogromnego doła.
UsuńI czasem stany lękowe.
Zło mnie męczy tak, że nie pamiętam co robiłam przez dłuższy czas.
I nie mam siły na nic.
Ciągle słyszę, że nic nie robię, że jeszcze to i to i tamto...
I oczywiście, że się nie uczę... No, może to akurat prawda, ale nie mam już siły.
No i jeszcze autoagresja, z myślami autodestrukcyjnymi.
UsuńDlaczego masz tego doła?
UsuńZłe to zło. Próbuj je odganiać, chociaż to niełatwe.
Nikomu się nie chce uczyć - wiem coś o tym...
Przez zło. Ono powoduje wiele niedobrych rzeczy, myśli itd.
UsuńPróbuję ale... ale się nie da :' (
Nie mam już siły na to wszystko.
oj...
Gdyż zło już takie chamskie jest.
UsuńMusisz próbować je odganiać powoli, centymetr po centymetrze. Nie ma co się spieszyć, skoro jest tak uparte.
Nie mam już siły na to wszystko. To okropnie przerasta. :' (
Usuńnie jestem w stanie go choćby powoli odganiać, bo najpierw trzeba je wyrzucić ze mnie, a to nie jest proste ani trochę.
Walcz. Dasz radę.
UsuńA będziesz?
UsuńPostaram się być.
UsuńDziękuję.
UsuńProszę.
UsuńAutodestrukcja...
OdpowiedzUsuńJakiś konkretny powód?
UsuńZło.
UsuńNo i klasowi "koledzy"
Na zło raczej nic nie poradzę.
UsuńNa kolegów - cóż uczynili?
"weź daj se spokój, albo najlepiej weź papiery ze szkoły i zniknij bo zatruwasz powietrze."
UsuńI wiele innych...
To boli.
Dlatego właśnie unikam ludzi. Ich wredoność jest nieopisywalna.
UsuńNiech sami znikają, jak im się coś nie podoba.
Zresztą, już niedługo wakacje, to sobie od nich odpoczniesz.
Szkoda, że nie wiedzą, że mówienie tego mnie to jak igranie z ogniem... I nigdy nie wiadomo, jak się to skończy.
UsuńNie muszą wiedzieć. Powinni się zachowywać jak ludzie, nie jak niewychowani idioci.
UsuńIm chodzi tylko o to, żeby zrobić odwrotnie do wszystkiego. Nie pasuje im jakiekolwiek przyznanie komuś racji, pochylenie głowy, czy okazanie szacunku... albo choć odrobiny kultury.
UsuńNo cóż, znowu źle wybrałam szkołę i znowu się tylko męczę... Trudno, jeszcze mi dwa lata zostały.
Problem jest tylko taki, że P. się to wszystko coraz bardziej nie podoba... i bardzo się martwi...
Nieciekawie z nimi masz. Dwa lata szybko zlecą.
UsuńSkoro się martwi, to znaczy, że przynajmniej nie jesteś sama z tym wszystkim.
Oby...
UsuńTaa. Ale "pozabijam ich wszystkich" to mnie trochę niepokoi.
(:
UsuńZgadzam się, trochę ostre słowa.
: )
Usuń(:
Usuń(:
: )
Usuń: )
: )
(:
Usuń(:
(:
(:
: )
Usuń: )
: )
: )
: )
(: (: (: (: (: (:
OdpowiedzUsuń: ) : ) : ) : ) : ) : ) : )
UsuńJestem wolna od Zła! Uwolnili mnie od strachu! To niesamowite!! Jest o tak wiele lżej... : )
Jednak pojechać na Decydujący Moment, to była dobra decyzja.
Cieszę się razem z Tobą. (:
Usuńjej! : )
Usuń(:
Usuń(: (:
Usuń: ) : )
Usuń(: (: (:
Usuń: ) : ) : )
UsuńJak najmniej zła i nieodpowiednich ludzi, za to sporo uśmiechu, dobrych chwil i wiernych przyjaciół (dużo lepszych niż większość moich, byłych). I żeby ten rok Twojego życia był dużo lepszy niż poprzedni.
OdpowiedzUsuńWszystkiego co najlepsze, z okazji urodzin : )
Dziękuję za pamięć. (:
UsuńA kiedy Ty masz urodziny, jeśli można wiedzieć.
Syn mojej kuzynki też ma urodziny 22 lipca, dlatego zawsze Was obu pamiętam : )
Usuń4 październik : )
(:
UsuńMam nadzieję, że nie zapomnę, bo z dat za dobry nie jestem.(:
Jak zapomnisz to się przecież nic nie stanie. : )
Usuń(:
Usuń(; (:
Usuń: ) : )
Usuń(: (: (:
Usuń: ) : ) : )
Usuń(:(:(:(:
Usuń: ) : ) : ) : )
Usuń(:(:(:(:(:
Usuń: ) : ) : ) : ) : )
Usuń(: (: (: (: (: (:
UsuńNie napiszę nic odkrywczego, jak na 2 września, ale...
OdpowiedzUsuńBOJĘ SIĘ.
Rozumiem. Za niedługi czas będę mieć podobnie (chociaż nie, ja już nie mogę spać w nocy).
UsuńPrzetrwasz - mam taką nadzieję.
Zbyt wiele rzeczy wyolbrzymiam.
UsuńZbyt wiele pamiętam z ubiegłego roku.
Zbyt wiele zła mi wyrządzili.
Nie chcę tam chodzić... Codziennie chce mi się płakać na myśl, że muszę tam wrócić. To boli.
Jeśli ja przetrwam, to Ty też.
Jakoś będzie. Łatwo nie będzie, ale dasz rade. Poradziłaś sobie poprzednio, to i teraz się uda. A przynajmniej powinno się udać. I nie masz co się przejmować niepotrzebnie innymi.
UsuńJa tak już mam... że się przejmuję. To ta moja (denerwująca i wkurzająca) wrażliwość.
UsuńNie każdy będzie taki sam.
UsuńZ jednej strony to dobrze... Ale z drugiej ani trochę.
UsuńNic się na to nie poradzi...
UsuńTrudno...
UsuńW najgorszym wypadku będziesz musiał (choć w sumie nikt Ci nie każe) czytać moje marudy....
Mało pocieszające.
hhh...
UsuńJakoś będzie - już jeden tydzień minął.
? To jedyna onomatopeja (?) której nie rozumiem.
UsuńTaaa.
Coś w tym stylu. Taki jakby śmiech.
UsuńAaa... Zapamiętam.
UsuńWszystko w porządku?
OdpowiedzUsuńPoza tym, że nie miałem Internetu przez ponad tydzień (dłuuugie oczekiwanie na ekipę naprawdczą oraz sąsiad "nie wiedział", że wykopując ogrodzenie przeciął kabel telefoniczny) to raczej w porządku.
UsuńBo ja mam tendencje do zamartwiania się. Ale skoro jest w porządku, to dobrze : )
UsuńWiesz, jak u mnie nie działa Internet, to nie mam się do kogo zwrócić o użyczenie swojego na chwilę, to i odpowiedzieć nie mam jak. (:
UsuńRozumiem.
Usuń(:
UsuńTak wiem, znowu się powtórzę: NIE LUBIĘ URODZIN.
OdpowiedzUsuńDlaczego nie lubisz?
Usuń(: Ja tam mam obojętne podejście, gdyż u mnie w rodzinie od dawna urodziny jakoś nie są specjalnie zauważane. A 99% znajomych to mało interesuje.
Bo trzeba udawać, że wszystko jest w porządku, a nie jest.
UsuńA u mnie się je zauważa. Wymaga się uśmiechu i zadowolenia. Cóż.. znajomi to inna sprawa (bo ci, z którymi utrzymuję kontakt w 90% nie wiedzą, że mam urodziny - ma szczęście).
A poza tym muszę zapraszać ciocie, wujków, kuzynostwo i innych ludzi, których nie lubię. Źle się czuję w ich towarzystwie...
I oczywiście nie lubię prezentów i nieszczerych życzeń.
Rozumiem. Też uważam, że takie spraszanie rodziny, bo wypada, jest bez sensu.
UsuńPrezentów w sumie też nie lubię, gdyż zazwyczaj kiedy je już otrzymuję (rzadka sprawa w moim przypadku) mam wrażenie, że to wszystko jest kupowane nie z myślą o mnie, tylko dlatego, bo tak trzeba.
Może i nie jest to odpowiednie miejsce i czas, ale życzę Ci pokonania wszelkich problemów i jak najmniej zła w życiu.
Podobno w przyszłym roku mogę zrobić sama jak chcę i po swojemu... Ale zobaczymy, bo to jest wersja na 7 października 2013, a jaka będzie w przyszłym roku to nie wiadomo.
UsuńZ prezentów to najbardziej ucieszyła mnie obiecana mi biblia, wycieczka do Pekinu i mój smoczek z dzieciństwa (który przechowywała moja babcia gdzieś w szafie i znaleźli go kiedy robili tam porządki po jej śmierci).
Dziękuję : )
Jedne z niewielu szczerych życzeń. Dziękuję.
Tak, przez rok wszystko jeszcze może się zmienić.
UsuńWycieczka do Pekinu? Ciekawie.
(:
Mhm. Prawdopodobnie lecę w styczniu : )
Usuń: )
To już niedługo. (:
UsuńDla mnie do stycznia jeszcze daleko...
UsuńSzybko zleci, zobaczysz. Zaraz listopad, jeden długi weekend, drugi długi weekend, potem byle do grudnia, standardowe odliczanie dni do Świąt (takie już raczej symboliczne, ale zawsze), następnie polecą dni do Sylwestra i już mamy styczeń. (:
UsuńNo w sumie tak...
UsuńMnie się czas bardzo ciągnie, więc no.
Jak się na coś czeka, to zwykle wszystko się dłuży.
UsuńCzy zaręczyny to musi być aż tak skomplikowana i trudna sprawa?
OdpowiedzUsuńOczywiście, że musi.
UsuńAle to niczemu nie pomaga... Co najwyżej pogarsza sprawę...
UsuńMnie także się to nie podoba, ale nic na to nie poradzę. Tak niestety jest ten świat stworzony.
UsuńSame oświadczyny to nie taka zła rzecz... ale ci rodzice... I tu już są się pojawiają schody...
UsuńNiestety tak już jest ten świat poukładany.
UsuńNiestety, nic się na to nie poradzi. A co, ktoś ma zamiar Ci się oświadczyć?
Usuń