Kolejność wydarzeń nie jest chronologiczna.
- mundial i po mundialu... (jeszcze raz gratulacje dla reprezentacji Niemiec)
- 7 rocznica blogowania
- 18 lipca - zakończenie kariery reprezentacyjnej przez mojego ulubionego piłkarza:
- Jeszcze nie zdążyłem się nacieszyć zakończeniem mundialu, a na Onecie pojawiła się ta informacja. Początkowo w to nie wierzyłem i myślałem, że to żart, jednak powtórzenie tego samego w kilku innych miejscach (w tym przez kilka sekund w wiadomościach sportowych) sprawiło, że zrobiło mi się jakoś smuto, że PL już więcej nie zagra w białym trykocie. Zawsze miałem świadomość, że w piłkę nie będzie grał wiecznie, jednak coś wewnątrz mnie mówiło, że na Euro 2016 jeszcze zagra... Nadal nie potrafię się z tym pogodzić (właściwie nie wiem, dlaczego), lecz szanuję jego decyzję i dziękuję za wszystko. Na pocieszenie pozostają mi mecze klubowe.(już za 13 dni mecz o Superpuchar, a za 22 dni startuje BL)
- połamanie lewego szkła w okularach, 70 zł za wymianę, a po jakimś tygodniu "wyleciała" śrubka z prawej strony
- bezskuteczne próby poszukiwania praktyk/stażu na wakacje:
- Początek miesiąca zapowiadał się bardzo pozytywnie, gdyż w pierwszym tygodniu lipca zostałem zaproszony na "spotkanie rekrutacyjne" - i o dziwo, pierwsze, o co sprawdzili, to znajomość hiszpańskiego (jedynej umiejętność, której de facto nie wyniosłem ze szkoły i którą zawdzięczam tylko sobie) - była to pierwsza rozmowa kwalifikacyjna w moim życiu. Sama rozmowa po hiszpańsku nawet poszła mi dobrze, ale części po polsku i angielsku to sukcesem nazwać nie mogę (po dłuższym zastanowieniu to chyba popełniłem większość błędów, jakie na rozmowie można popełnić). Na wyniki rekrutacji miałem poczekać na koniec miesiąca.
- W drugim tygodniu lipca zostałem zaproszony na kolejną rozmowę. Tu od razu zostałem poinformowany na wszystkich obowiązkach, warunkach, itd. Moim "szefem" miał być prawdziwy Hiszpan! (nawet z nim "rozmawiałem" "chwileczkę" - jeśli tak można nazwać odpowiedzenie na jedno pytanie). Miałem już zacząć pracę "nawet od już", jednak najpierw "pod koniec tygodnia" miała zadzwonić do mnie "pani z kadr", by uzgodnić szczegóły. Nikt nie zadzwonił do mnie po dziś dzień (może trzeba mi było zadzwonić do nich?).
- W trzecim tygodniu lipca (NAJGORSZY TYDZIEŃ ROKU*) dostałem informację przez telefon, że niestety już przyjęli kogoś innego na te praktyki z pierwszego tygodnia).
- Ponadto nie otrzymałem ani jednej odpowiedzi na zgłoszenia wysłane jeszcze w czerwcu.
- W czwartym tygodniu poddałem się... i nawet przestałem wchodzić na komputer. Marnie widzę swoje życie po studiach...
- hiszpański:
- bardzo nieregularne wykonywanie powtórek z programu komputerowego
- "zrobienie" książki z ćwiczeniami z poziomu A2/B1
- zakończenie oglądania serialu Aguila Roja (teraz pozostaje czekanie do października)
- angielski i niemiecki: przeczytanie kilkunastu artykułów powyrywanych z "Cogito" oraz odsłuchanie kilku nagrań
- książki: sukces, trzy rozdziały książki biograficznej o Henrysiu
- muzyka: youtube wrzucił mnie gdzieś na głębiny symfonicznego rocka (nie wiem jaki związek ma to z muzyką hiszpańskojęzyczną, jaką słuchałem ostatnio).
- sport: kilka wypadów na rower
- zawirusowanie laptopa (tak to jest jak się pozwala korzystać rodzeństwu)
- miał być wypad do zoo i nic z niego nie wyszło
- 3 dni prób "gry na gitarze":
- przeczytanie pobieżnie samouczka do gry
- nauczenie się strojenia,
- ból palców lewej ręki,
- obejrzenie kilku filmików,
- postępy w graniu akordu C-dur (może za kilka dni będzie czysto) oraz "przygotowania" do A-moll, D-moll, G-dur i E-moll.
*najgorszy tydzień roku: 14-20.07.14 (był tak tragiczny, że aż nie mam ochoty go wspominać).
7 rocznica już? Oo, to gratuluję wytrwałości. Oj tam... te cholerne staże. ;/ Nie przejmuj się, innym razem się uda, hehe. :)
OdpowiedzUsuńTak, 7. Dziękuję. Jeśli zaś o staże chodzi, to za rok kończę studia i już trzeba będzie coś trzeba bardziej stałego szukać.
UsuńGłowa do góry, nie ma się co przejmować. Ważne to uwierzyć w siebie i przeć dalej :)
OdpowiedzUsuń(:
UsuńWoooow.
OdpowiedzUsuńBędzie dobrze, zobaczysz. : )
Tak, urodziny mam 4 października (19 już w tym roku).
A co do daty ślubu, to tak. Z jednej strony to okropnie daleko, ale z drugiej niesamowicie blisko. : )
Pożyjemy, zobaczymy.
UsuńCoś mi się też tak wydawało.
Zleci baaardzo szybko. Dwa lata już się uczę hiszpańskiego, a mam wrażenie, jakby to wczoraj było.
: )
Usuń: )
Mam nadzieję, że to szybko minie. Heh, kto by pomyślał, ja i wesele...
Minie szybciej, niż przypuszczasz.
Usuń: )
UsuńMłodo dość na wesele :P
OdpowiedzUsuńJa? Nieee...
UsuńWszyscy mówią, że to i tak późno : )